Blog Drapieżnik

Dziki wschód – wędkowanie feederem w krainie Żubra.

W dniach 6-8 listopada podczas kończącego się sezonu, na wschodni kres zaprosiliśmy gości, którzy mieli za zadanie zmierzyć się z tutejszą tradycją oraz klimatem.


W miejsce, gdzie kręcone były Opowieści z Narni przybyła drużyna feederowa Feeder Fans oraz Adam Niemiec. Na piaszczystych brzegach Siemianówki spędziliśmy trzy niesamowite dni, trenując łowienie walecznych leszczy. Naszym specjalnym gościom chcieliśmy zaprezentować lokalne wędkowanie na dużej otwartej wodzie… Podlaski kres to Siemianówka – zew natury, masyw wody i napływ chłodnego wiatru. Kraina Żubra przede wszystkim znana z potężnych drapieżników, jednakże bogata również w białoryb. Flagową rybą tej wody wśród lokalnych wędkarzy ryb spokojnego żeru są średniej wielkości leszcze, które występują tu w bardzo dużych ilościach. Oprócz nich na haczyku może nam się zameldować lin, karaś, karp płoć oraz krąpie. Częstym przyłowem są również sandacze.    


Piątek- początek zmagań.

6 listopada w piątek rozpoczęliśmy pierwszą sesję wędkarską. Warto stwierdzić, iż w tym dniu pogoda nie sprzyjała wędkowaniu, ale czego się nie robi dla magicznych ruchów szczytówki. Niska temperatura oraz chłodny, bardzo nieprzyjemny wiatr nie zniechęcał nas do mieszania zanęt w wiadrach. Rozgrzani gorącą kawą oraz herbatą ruszyliśmy do boju.


W pierwszym dniu do naszego magicznego kociołka trafiły mieszanki bez zawartości mączki rybnej. Postawiliśmy na rodzinę zanęt Sonubaits Dutch Master. Pomieszaliśmy zanęty: Dutch Master Yellow i Silver w stosunku 3 do 1. Połączyliśmy ze sobą aromat kopru włoskiego i scopexu, uzyskując bardzo pachnącą mieszankę. W obawie przed delikatnie biorącymi rybami postanowiliśmy ubezpieczyć się w glinę wiążącą oraz mieszankę klubową- jezioro od Górka w proporcji 4 do 1. Do zanęt, gliny i koszyków dodawaliśmy praktycznie każdy rodzaj robaków: pinki, kastery, ochotkę, jokersa oraz grube białe robaki. Wędkowanie w kilka osób było niepowtarzalną okazją do tego, by zastosować różne warianty nęcenia, sprawdzić z czym lepiej reagowały ryby oraz w jakich strefach było ich najwięcej. Tego dnia zdecydowaliśmy się na luźne wędkowanie, każdy z nas mógł łowić wobec nakreślonego w głowie indywidualnego planu.


Na kijkach do odmierzania odległości Preston measuring sticks rozwinęły się przeróżne długości plecionki Preston Reflo Absolute Feeder Braid 150m / 0.10mm. Wędkowaliśmy na dystansach od 15 do 40m i głębokości 1.8 do 2.5m. Pierwsze spostrzeżenia nie były zbyt optymistyczne, gdyż ryby tego dnia żerowały bardzo słabo. Wiedzieliśmy, że ryby potrzebują czasu, aby napłynąć w pole naszego nęcenia. Zakładaliśmy pierwszą godzinę wędkowania bardzo słabą, a nawet bez brań. Drapieżna ekipa była przekonana, iż ryby trzeba łowić do 30 metrów i czekać aż przypłyną, mając na uwadze wcześniej odbyte sesje na tym zbiorniku.

Po pierwszej godzinie mocno zszokował nas Adam Niemiec, który złowił 10 ryb na 40 metrowym dystansie. Byliśmy bardzo zaskoczeni tym faktem, ponieważ nigdy wcześniej tak daleki dystans nie wydawał ryb na Siemianówce. Była to dobra taktyka na pierwszą godzinę treningu.

 
➡️ Od drugiej godziny uaktywniły się jednak nasze założenia.

Ryby podpłynęły bliżej, interesując się naszym przygotowanym daniem na ten dzień. Adam również widząc nasze pierwsze ryby, po dłuższym przestoju przeszedł na krótszy dystans. Tego dnia najlepsze wyniki dawała zanęta z mniejszą zawartością gliny, w której zaserwowany był jokers. Dzika woda w piątek z pewnością postawiła trudne warunki. Po wielu kombinacjach oraz mocnym sprawdzianie cierpliwości udało nam się dobrać do większej regularności w odławianiu „zawodniczej” wielkości leszczy. Między nimi zapodziały się również drapieżniki, a Mariusz z Fansów złowił sandacza, zaś reszta ekipy trafiła na zarybieniowej wielkości karpiki.


Wieczorem zebraliśmy się, aby przedyskutować wędkowanie i wyciągnąć odpowiednie wnioski. To była krótka noc. Nie spaliśmy długo, zaś kolejnego dnia przed świtem rozkładaliśmy już sprzęt nad brzegiem zbiornika. W wieczornych konsultacjach wspólnie ustaliliśmy, że najwięcej ryb łowiliśmy niedaleko od brzegu na około 18-20 metrze, w zależności od tego, gdzie na dnie jest najmniej nieczystości oraz w miejscu, gdzie dno posiadało twarde podłoże.

Gruntując łowisko ciężarkiem do sondowania, zaobserwowaliśmy, że przed tym dystansem jest uskok, który może być bezpiecznym miejscem dla ryb. Mieliśmy świadomość, że woda była już dość zimna, zaś ryby zachowywały się ospale co mogło wpływać na to, iż bremesy pilnują swojej miejscówki niechętnie wypływając w dalszą drogę.


Sobota – bogatsi o nowe doświadczenie.

W sobotę diametralnie zmieniliśmy nasze zanęty.
Za namową naszego lokalnego Druida cała ósemka skorzystała z jego rad wprowadzając do łowienia mieszanki z mączką rybną. Do naszych wiader wylądowały następujące mieszanki:

▪️ Sonubaits F1 Dark 45%,
▪️ Sonubaits Super Feeder Bream 45%,
▪️ Sonubaits Dutch Master Yellow 10%.


Jako, że na zawodach wędkarskich jest zakaz stosowania zanęt zawierających mączkę rybną, postanowiliśmy w prywatnym treningu sprawdzić jak mieszanki z mączką rybną spiszą się one na dzikiej, już chłodnej wodzie. Wiedząc, iż nasza mieszanka będzie bardziej kaloryczna rybom, postawiliśmy wszystko na jedną kartę dorzucając do koszyków jeszcze większe ilości różnorodnych robaków.

Drugi dzień okazał się już dużo bardziej łaskawy, a pomysł trafiony. Cała ósemka złowiła sporo ryb. Była to wielka frajda z holowania i walki z murującymi w dno Leszczami. Skupieni na szczytówkach, wpatrywaliśmy się w dosłownie minimalne ugięcia. Sobotę zakończyliśmy w cudownych humorach.


Niedziela – ostatni dzień.

Ostatniego dnia byliśmy bardzo ciekawi, czy wariant z soboty uda się jeszcze mocnej dopracować. Niedzielnego dnia wszyscy łowili na bliskim dystansie. Mieszanka zanętowa została podtrzymana. Ten dzień był zdecydowanie najbardziej obfity w ryby. Doprecyzowana odległość, długość trzymania zestawu w wodzie, sposób nęcenia oraz najefektywniejsza przynęta. Każdy z nas złowił około 40 przyzwoitej wielkości leszczy, a najlepsi zbliżyli się do 60! Ponownie trafiły się zarybieniowe karpiki, zaś szczęśliwy Marcin Cichosz w listopadzie z Siemianówki wyłowił Lina. Niespotykane wydarzenie. O godzinie 15.00, gdy zapadał już powoli zmrok, nie mogliśmy pogodzić się z faktem, iż trzeba zbierać sprzęt i rozpocząć pakowanie do domu. Paru z nas było w takiej euforii, że chciało przedłużyć spotkanie na poniedziałek.   


Czas podsumowań i wniosków.

 Po udanym wyjeździe warto wspomnieć kilka słów o sposobie wędkowania oraz sprzęcie jakiego używaliśmy. Najefektywniejszą odległością wędkowania był 18-20metr. Najskuteczniejszym sposobem wstępnego nęcenia była mocno sklejona ręką mieszanka podana w formie wałeczków za pomocą koszyka Preston Wire Bait Up Feeder – 28g. Z robaków 80% stanowił jokers uzupełniany kasterami. Najwięcej ryb łowiliśmy utrzymując częstotliwość przerzucania od 2.5 do 3.5 minuty. Długie trzymanie zestawu w wodzie nie przynosiło dobrych rezultatów. Warto również było po 2,5 minutach przeciągnąć zestaw o 50 cm w stronę miejsca, gdzie leżał koszyk. Według naszej opinii podczas tego wyjazdu długość przyponu nie miała znaczenia. Korzystaliśmy z różnych długości, jednakże najbardziej zasadną był odcinek 50 cm. Rybki zdecydowanie się uaktywniały podczas częstego przerzucania koszyka. Podajniki za pomocą, których podawaliśmy rybkom smakołyki to Preston Distance Cage Feeder oraz Wire Cage. Część z nas łowiła również Absolute Cage Feederami.


Dodatkowo, aby mieć pewność, że ich zawartość w całości dotrze do dna zaklejaliśmy koszyki taśmą izolacyjną – bardzo proste i niezwykle skuteczne rozwiązanie. Zawsze, gdy tu wędkowaliśmy mieliśmy bardzo duży problem z gubieniem ryb podczas holu, który wyeliminowaliśmy haczykami Preston n30 w rozmiarach 16-18. Na ten wypad uzbroiliśmy się w wędki Supera SL 11ft, które charakteryzują się bardzo płynnym ugięciem. Do zestawu podpięte mieliśmy kołowrotki Preston Centris 420. Zdały one egzamin na 5. Zafundowały nam olbrzymią radość z holi oraz mieliśmy swobodę w prowadzeniu dzielnie walczących ryb w stronę podbieraków.


Zestawy, których używaliśmy opierały się na plecionce Preston Reflo Absolute Feeder Braid 150m / 0.10mm. Do tego wiązaliśmy przypon strzałowy, który mierzył dwie długości wędki – okolice 6-7 metrów. W tym celu używaliśmy strzałówki z żyłki Preston Reflo Sinking Feeder Mono o rozmiarze 0,26.  Zestaw u większości z nas zakończony był skrętka z dodatkowym łącznikiem Preston Quick Change Swivels w rozmiarze M.  Przypony powiązane zostały na na żyłce Preston Reflo power 0.11m. Po raz kolejny potwierdziło się, iż Reflo Power jest spektakularną żyłką na przypony. Całość oczywiście dopełniały nasze ulubione haczyki n30 w rozmiarach 16-18.

Do koszyka stosowaliśmy 2 opcje zanęt bez mączki rybnej oraz z mączką rybną, które zostały wymienione na początku artykułu.


Zaobserwowaliśmy, iż mimo późnej pory roku leszcze ochoczo pobierały czystą zanętę. Jak się tego dowiedzieliśmy – możecie się już domyślić.

Pierwszy dzień łowiliśmy podając robaki w bardzo ostrożny sposób by nie przekarmić ryb. Był to błąd, przetestowaliśmy, że duża ilość robactwa w koszyku nie szkodziła, a wręcz pomagała. Z pewnością Siemianowskie leszcze po naszym wypadzie miały pełne brzuchy.

Piękno przyrody, dużo brań i holi, urok dużej wody oraz zgrane towarzystwo to kwintesencja wędkarstwa. Z pewnością wspólny wypad pozwolił nam zagłębić się w tajemnice Siemianowskich leszczy i po części je rozszyfrować.  Nasza ósemka dzielnie z nią walczyła, ale w gruncie rzeczy również dość dobrze ją odczytała. Wspomnienia z tego wypadu na długo pozostaną w naszej pamięci, a my już myślimy i przygotowujemy się na kolejny.


Dziękujemy gościom za przybycie, była to cudna przygoda oby takich więcej!


Pozdrawiamy ze Wschodniego Kresu
Drużyna Drapieżnik 💚