Blog Drapieżnik


Leszcze – ryby stworzone do łowienia na feeder.

Każdy z nas – wędkarzy, ma swoją ulubioną rybę przypisaną do danej techniki łowienia. W moim przypadku, jeśli feeder – to leszcze. Dlaczego moim zdaniem jest to ryba, którą najłatwiej przechytrzyć posługując się właśnie wędka z koszyczkiem? Wszystko  tkwi w sposobie ich żerowania,  pobierają one  w 90% przypadków swój pokarm z dna, o czym świadczą ich wydłużone pyszczki skierowane w dół. 

Bartek i efekt kilkugodzinnej, jesiennej sesji. Zb.Siemianówka
Efekt kilkugodzinnej, jesiennej sesji. Zb.Siemianówka

Bremesy kochają pokarm, który leży stabilnie  i nie wykazuje żadnych oznak ruchu, dlatego właśnie feeder jest metodą stworzoną do ich łowienia. Odławianie tych ryb daje niesamowitą frajdę, a powolne, równomierne lecz zdecydowane ruchy szczytówki, to ich znak firmowy.


Co więc mamy zrobić, aby takich ugięć zobaczyć jak najwięcej?


Wybór miejsca.

Leszcze to jedne z najbardziej powszechnych ryb w naszych polskich wodach. Licznie występują zarówno w średnich jak i dużych rzekach, w niemal każdym zbiorniku zaporowym oraz jeziorze. Gdy już wybierzemy akwen, gdzie chcemy dobrać się do naszych srebrnych kolegów, warto zastanowić się nad wyborem miejsca. Leszcz to ryba, która z reguły lubi twarde dno oraz wszelkiego rodzaju łagodne spady, a ich przysmakiem są wszelkiego rodzaju skorupiaki. Łowię te ryby na głębokościach od 2 do 5 metrów, zależnie od pory roku oraz charakterystyki danego zbiornika. Zasada jest prosta, im zimniej tym głębiej.

Mały leszcz często jest zapowiedzią czegoś grubszego !
Mały leszcz jest często zapowiedzią czegoś grubszego !

Po wstępnym wytypowaniu miejsca, zajeżdżamy nad wodę, rozkładamy sprzęt i co robić dalej? 

Tutaj pojawia się nasze pierwsze zadanie, a mianowicie jest to GRUNTOWANIE.  Czynność niezwykle prosta, ale też niezwykle ważna.

Czego szukać? – Podczas wstępnego „badania łowiska”, szukam miejsc z jak najtwardszym dnem.

Jak to sprawdzić? – Po opadnięciu obciążenia do dna (warto stosować ciężarki z wypustkami, gdyż łatwiej jest nimi napotkać podwodne przeszkody) , zbliżamy szczytówkę do lustra wody i płynnym, powolnym ruchem przeciągamy zestaw.  Jeżeli dno będzie miękkie, nasz ciężarek będzie w nim „tonął”, a my poczujemy opór podczas jego przesuwania. Natomiast jeśli po podciągnięciu nasz zestaw płynnie się „prześlizgnie”- to jest to czego szukamy! W takich miejscach warto umieścić swój zestaw.

Odpowiednio wygruntowane łowisko to połowa sukcesu. Nie wyobrażam sobie tego zabiegu bez wyżej zaprezentowanych ciężarków.
Odpowiednio wygruntowane łowisko to połowa sukcesu. Nie wyobrażam sobie tego zabiegu bez wyżej zaprezentowanych ciężarków.

Używam ciężarek do sondowania dna w kolorze pomarańczowym najczęściej gramatury 40 jak i 60 gram.


Nęcenie – zaproszenie na obiad.

Po dokładnym wygruntowaniu łowiska przychodzi pora na jedno z najcięższych zadań, które musimy wykonać podczas naszego wędkowania, aby zakończyć je sukcesem. Mowa o tym, co podamy do stołu naszym podwodnym gościom.

Bez robaków ani rusz !
Bez robaków ani rusz ! Leszcze je uwielbiają !

Czym się kierować? Podczas nęcenia zawsze biorę pod uwagę następujące czynniki , a mianowicie:

  1. Spodziewana ilość ryb w łowisku: warto przed łowieniem poobserwować wodę, podpytać miejscowych, aby się zorientować z czym będziemy mieli do czynienia. Uogólniając- im więcej ryb, tym więcej robaków podajemy na start.

  2. Kolor zanęty: leszcz jest rybą, która według moich doświadczeń, lubi jasny kolor mieszanki. Podczas prywatnego łowienia z reguły taki właśnie stosuję. Wyjątek stanowią zimne pory roku, gdzie stosuję zanętę w ciemniejszych odcieniach.

  3. Proporcje zanęta-glina: Jest to z pewnością temat rzeka. Jeżeli chodzi o pierwsze nęcenie, z reguły oddzielnie podaję samą zanętę, a oddzielnie glinę. Natomiast najważniejsze jest to, co robimy w trakcie łowienia.
    Podczas moich obserwacji zauważyłem, że ryby podczas słabego żerowania(niemrawe wskazania, duża liczba niezaciętych brań) słabo reagują na zanętę. Wtedy często przysłowiowym ,,strzałem w dziesiątkę’’ jest sama glina z robactwem. Takowe rozwiązanie wielokrotnie uratowało mnie przed tak zwaną „gondolą”. Analogicznie jest podczas, gdy ryb jest dużo i bardzo dobrze biorą, wtedy doskonale sprawdza się czysta zanęta z mięsną wkładką.

  4. Rodzaj podawanych robaków: nie od dzisiaj wiadomo, że leszcz kocha czerwone robaki. To ulubiony deserek tej ryby.
    Warto jednak zwrócić naszą uwagę także na inne przynęty zanętowe, takie jak: jokers, gruba ochotka oraz kastery. Są one daniem głównym podczas mojego polowania na leszcze.

    Ulubionymi zanętami jakie stosuję podczas łowienia bremesów, są:
    Sonubaits Dutch Master Feeder Mix 2kg – YELLOW + Sonubaits Dutch Master Feeder Mix 2kg – SILVER
    Sensas Bremes 3000
    Marcel Van Den Eynde 1kg – Gold Pro Bream Classic

  5. Konsystencja – leszcze to ryby, które są typowo przydennym białorybem, pobierają swój pokarm z dna.
    Z tego powodu swoje mieszanki dość mocno domaczam, aby zabić ich pracę. Tak nawilżona zanęta nie wabi mocno mniejszych ryb, a przy tym jest bardzo atrakcyjna dla bohaterów tego artykułu, którzy lubią stabilnie położoną zarówno zanętę, jak i przynętę.
Sonubaits Dutch Master Feeder Mix - zanęta, bez której nie wyobrażam sobie polowania na "łopaty".
Sonubaits Dutch Master Feeder Mix – zanęta, bez której nie wyobrażam sobie polowania na “łopaty”.

Warto też zwrócić uwagę na wędkę do wstępnego nęcenia. Na sam początek nie raz musimy posłać bardzo dużo towaru, dlatego aby zrobić to szybko i skutecznie, musimy użyć słusznej wielkości koszyka. Nasza wędka nie może bać się dużych ciężarów, a przy tym dobrze, aby była odpowiednia sztywna.

Zestaw, którego używam do wstępnego nęcenia i który z czystym sumieniem mogę polecić, to:
Preston Feeder Feeda Rod
Koszyk zanętowy Preston Wire Bait Up Feeder

Preston Wire Bait Up
Koszyk Preston Wire Bait Up pomieści wystarczającą ilość towaru !


Łowienie – jak utrzymać naszych gości przy stole.

Gdy uda nam się zaprosić leszcze do naszej zanęty, trzeba je jeszcze tam  zatrzymać. Są one rybami stadnymi co znaczy, że gdy złowimy jednego, prawdopodobnie w naszym polu łowienia jest ich o wiele więcej. Taka ilość ryb bardzo szybko rozprawi się z naszymi smakołykami, jeżeli odpowiednio nie zareagujemy. Po wstępnym nęceniu – z reguły redukuje rozmiar koszyka oraz ilość podawanego robactwa. Następną rzeczą jaką robię jest obserwacja. Analogicznie im więcej brań , tym więcej robaków w naszym podajniku.  Przyjmijmy, że doczekaliśmy się leszczy, łowimy małym koszykiem (rozmiar mini lub small) i brania giną.  W takim przypadku zwiększam podajnik i ilość towaru. Ma to na celu utrzymanie naszych gości przy stole. Opisywane przeze mnie sytuację raczej są rzadkie na polskich wodach, ale warto się na nie przygotować.

Co dwie głowy to nie jedna. Bartek z Patrykiem dali popalić !
Co dwie głowy to nie jedna. Wspólnie z Patrykiem na rozbiegu !

Inna sytuacją z jaką możemy się spotkać, a musimy na nią reagować, są puste wskazania szczytówki, tzw “obcierki”. Czasem bywa, że ryby są w naszym łowisku, a za żadną cenę nie możemy ich skusić do brania.

Co robić w takim wypadku?

Zmiennych, które mogą spowodować taką kolej rzeczy może być wiele, lecz warto zwrócić uwagę na kilka najbardziej prawdopodobnych scenariuszy.

  1. Przynęta – często bywa tak, że nasz haczyk niczym nie wyróżnia się na tle naszego stołu, np. podczas bogatej zastawy, zakładamy na niego jedną ochotkę(nie zawsze jest to złe), lecz czasem warto w takim momencie założyć ich 5-10 lub małego czerwonego robaka.

  2. Długość przyponu – na zbiornikach poddanych dużej presji wędkarskiej ryby- które bardzo szybko się uczą- przychodzą do zanęty lecz omijają nasz zestaw szerokim łukiem, zjadając kąski rozrzucone na boki(bardzo częste zachowanie dużych leszczy).
    W takim wypadku bardzo dobrym rozwiązaniem jest wydłużenie przyponu, nierzadko sięgam po długości od 70cm w górę.

  3. Rozmiar haczyka oraz grubość żyłki – czasami bywa, że rybom nie odpowiada nasz zestaw końcowy. Może być on zbyt toporny na chimeryczne brania, warto w przypadku tych pustych- zejść z rozmiaru haka oraz grubości linki.


Sprzęt oraz jego specyfika.

Wiemy już jak zaprosić naszych znajomych do stołu oraz co zrobić, aby nasza zabawa szybko się nie skończyła, ale nie powiedzieliśmy o tym , czym ma operować gospodarz naszej kuchni, aby nasi goście nie poczuli się urażeni. Leszcze łowi się na różnych dystansach oraz różnych głębokościach. Nie ma stałej reguły co do odległości łowienia.


A więc jaką wędkę wybrać?

Osobiście uważam, że wędka do połowu leszczy, nie musi różnić się od wędek do łowienia innych ryb spokojnego żeru. Często może zdarzyć nam się sytuacja, gdy zamiast wyżej wspomnianej ryby, na naszym kiju zamelduję się duży lin, karp lub amur. Warto więc wybrać kij uniwersalny, taki, który pozwoli nam powalczyć z większym przeciwnikiem. Jego długość zależy od odległości naszego łowienia .Im łowimy dalej, tym potrzebna nam dłuższa wędka oraz większy rozmiar kołowrotka.

Pod koniec artykułu podam sprzęt, z którym wybieram się na „łopaty”. 

Zamykając temat wędek,  każdy może mieć własną opinię i każdemu może pasować inny kij.


Przejdźmy więc do kołowrotka.

Na rynku aktualnie mamy całą gamę wszelkiej maści kręciołków. Podobnie jak w przypadku wędki- im dalej łowie tym większy kołowrotek stosuje.

Osobiście gustuje w marce Preston i to z niej dobieram swój sprzęt. Do wędek 2.70-3.30 stosuję kołowrotki w rozmiarze 3000-4000, od wędek 3.60 wzwyż od 4000 do nawet 6000.


Odwieczny dylemat żyłka czy plecionka?

Do połowu leszczy zawsze wybieram opcję numer 2 ! Nie są one rybami, które biorą bardzo dynamicznie, przeważnie wskazania nie są gwałtowne i warto bacznie obserwować szczytówkę.

Mało rozciągliwa linka sprawi, że o wiele szybciej zauważymy ruch naszej szczytówki o ile w ogóle go zauważymy. Standardowo do plecionki mocuje tzw. Strzałówkę (dowiązany odcinek żyłki lub fluorocarbonu , który zamortyzuje nam zacięcie, wycieni końcowy odcinek zestawu oraz sprawi, że przy długich rzutach nie potniemy naszych palców). 

Strzałowkę kończę tradycyjnie skrętką, na której końcu jest szybkozłączka. Ostatnim elementem zestawu jest przypon, zakończony haczykiem. Często to właśnie od niego zależy nasz końcowy sukces.

Haczyki Preston N-10 & N-30.
Haczyki Preston N-10 & N-30.

Leszcz jest rybą bardzo płochliwą i w większości przypadków, jeśli zerwiemy jedną sztukę-prawdopodobnie przepłoszymy całe stado. Przetestowałem wiele modeli haczyków i żaden nie sprawdził mi się tak, jak Natural’e N-10 i N-30 z firmy Preston. Odkąd zacząłem je stosować, znacząco spadła liczba nieudanych holi oraz straconych ryb.

Sprzęt, którego używam:

Preston Super Feeder 3,60m
Kołowrotek Preston Magnitude 420
Plecionka Preston Reflo Absolute Feeder Braid 150m / 0,10mm

Zakończenie.

Mam nadzieję, że udało mi się przekazać mój punkt widzenia , jeśli chodzi o łowienie leszczy i wskazać czynniki decydujące o sukcesie w ich połowie.

Jedna z licznych, jesiennych sesji poświęconych leszczom.
Jedna z licznych, jesiennych sesji poświęconych leszczom.

Złowienie kilkunastu kilogramów bremesów w naszych wodach nadal jest możliwe lecz wymaga odpowiedniego przygotowania oraz wiedzy. Wszystkim czytelnikom oraz klientom sklepu drapieżnik życzę udanych wypraw – oraz jak najwięcej łopat na waszych zestawach!

Bartosz Iwaniuk